Menu

Złota rzeka Ingurii - współcześni Argonauci

Temo Bardzimashvili Temo Bardzimashvili

„Dałem się temu porwać i teraz nie mogę przestać. To jest ekscytujące! Tak ekscytujące, jak polowanie, czy też wędkarstwo” – mówił Rezo Gurchiani w wywiadzie dla fotografa Temo Bardzimashvili. – A młodzi są teraz leniwi. Powtarzam im, chodźcie ze mną, nauczę was, ale oni wolą siedzieć w domach, nawet jeśli są bezrobotni”.

Rezo jest współczesnym argonautą. Nie robi tego wyłącznie dla przyjemności, nie robi tego też dla władzy, i nie walczy o zwrot prawowitego dziedzictwa, niczym mitologiczny Jazon. Jest zwykłym Gruzinem, który, jak inni jemu podobni, próbuje wiązać koniec z końcem. Gruzja jest krajem biednym, w którym post radziecka spuścizna jest jeszcze widoczna na każdym kroku. Gdy wielki brat upadł i przestał pompować pieniądze, przez kolejnych dwadzieścia parę lat ten kraj ubożał. Wyludnione wsie w odległych zakątkach Swaneti to widok dość powszechny, i nie ma się czemu dziwić. Młodzi wolą wielki świat, a duże aglomeracje miejskie przyjmują ich z otwartymi rękami. Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym nie powiedział, że Gruzja się rozwija. Tak, rozwija się prężnie, ale nie wszędzie. Bez pieniędzy odległe zakątki niszczeją, a przyroda nie lubi marnotrawstwa. Tam gdzie może, szybko zagarnia swoją własność, a ci nieliczni, którzy pozostali w tych miejscach, toczą z nią nierówny bój.

Rezo żyje w Swanetii, w pradawnej Kolchidzie, i jest poszukiwaczem złotego runa. Zafascynowany mitologią grecką, każdego roku, na początku stycznia buduje tamę i wchodzi do spienionego nurtu rzeki Inguri. Ta potężna, 213 kilometrowa rzeka, mająca swój początek pod lodowcami Szchary (5193 m n.p.m.), jest prawdziwą autostradą złota. Za czasów sowieckich przeprowadzono tutaj liczne badania, które potwierdziły obecność tego rzadkiego kruszcu, i jest go na tyle dużo, że eksploatacja na skalę przemysłową miałoby uzasadnienie. Sezon na złoto trwa jednak do końca marca. Potem poziom wody w Inguri niebezpiecznie wzrasta i nie można już płukać złota.

- „Możemy wydobyć około 30-40 gramów złota w ciągu 3-miesięcznego sezonu. Oznacza to zysk w wysokości 1000 – 1500 dolarów – mówił w wywiadzie Rezo. –[Nie jest to jednak dużo] „Nawet teraz mogę zarobić dwa razy więcej pracując jako kierowca, ale płukanie złota stało się dla mnie również sportem”. I chciałoby się jeszcze dodać, niemalże olimpijskim, bowiem Swanowie robią to od wieków, a tymi pierwszymi, którzy to rozpoczęli i dali przykład kolejnym pokoleniom, byli właśnie starożytni Grecy. Dawna Kolchida, a współcześnie Gruzja, w czasach antycznych była kolonią grecką, którą utożsamiano z mityczną krainą Aja, gdzie dotarli argonauci w poszukiwaniu złotego runa (na czele z Jazonem).

Co ciekawe, legenda o złotym runie, do której nawiązuje Rezo, nie jest do końca wyłącznie mitem. Co więcej, posiada pewne historyczne uzasadnienie, rzecz jasna, bardziej prozaiczne i pozbawione czarów i fantastyki, ale je posiada. Mianowicie, w dawnych czasach złotonośną zwietrzelinę wydobywano poprzez układanie w ciekach wodnych owczych skór, które niczym filtr zbierały drobinki cennego surowca. Ciężkie ziarna złota były zatrzymywane na powierzchni owłosionej skóry, następnie pozłacane runo suszono na słońcu, a złoty pył strzepywano i zbierano przed ponownym zanurzeniem skóry w cieku wodnym.

Pewna część Swanów zajmujących się płukaniem złota twierdzi, że betonowa zapora wodna, zbudowana przez Sowietów na rzece Inguri, ma na celu akumulować całe złoto płynące rzeką. Może jest tak po części, choć bardziej prawdopodobne wydaje się wykorzystanie tej rzeki jako źródła taniej energii – w końcu stoi tam jedna z największych elektrowni wodnych zasilających Gruzję i Abchazję.

Jedno jest pewne, gorączka złota w Gruzji wciąż trwa, choć jak mówi Rezo - „tradycja płukania złota opiera się głównie na entuzjazmie starszego pokolenia”, bowiem „młodzi są teraz leniwi”, i całkiem możliwe, że w dobie obecnych przemian tradycja ta za jakiś czas zaniknie. Czas pokaże, tymczasem  należy się spodziewać, że Rezo i inni jemu podobni Swanowie, już w styczniu, zejdą „śliską ścieżką kanionu do brzegów huczącej Inguri, aby po raz kolejny spróbować szczęścia”.


 Tak sobie myślę, już po napisaniu tego tekstu, że mógłbym być Swanem. Mógłbym żyć w takim miejscu jak Gruzja, która aż do przesady pełna jest smaków, zapachów, niezwykłych ludzi, bajkowych krajobrazów, i zieleni tak soczystej i wyrazistej, że człowiek ze zdumieniem przeciera oczy. Mógłbym żyć w otoczeniu tych szczytów, które pełne są złota. Tego prawdziwego, i tego, którego tak naprawdę nie widać, a mimo to ludzie od setek lat odnajdują go na wierzchołkach kaukaskich gór.

Niech żyje Gruzja, niech żyje Swanecja!

Climbe

Climbe Projektowanie Graficzne Piotr Picheta
ul. Bolesława Chrobrego 20/7
32-020 Wieliczka
NIP 678-268-64-62
REGON 364133207

http://www.sklep-climbe.pl

http://www.kkowalska.com

Społeczność

  • facebook
  • google plus
  • pinterest
  • instagram
  • rss