Menu

Sakartvelos gaumardżos

fot. Maciek Chmielecki fot. Maciek Chmielecki

- Za tych szto pagibli – moja dłoń zadrżała, gdy lekko przechylając szklankę, upuściłem złoty płyn na ziemię. Gdy skończyłem mówić, zapadała cisza. Milczenie. Brak ruchu. Wszystko zostało nagle wstrzymane. Nawet przyroda, jakby taka cichsza się zrobiła. Loma, która nieustannie powarkiwała na świnie, teraz z zamkniętymi oczami trzymała swój wielki łeb na kolanach Tomka i czekała.

Nagle ze świstem wypuściłem powietrze. Stary Swan, który przeżył niejedną licwri*, niespodziewanie wstał. Energia, z jaką to zrobił wprawiła mnie w osłupienie. Na oko miał z siedemdziesiąt lat, ale wiedziałem, że mogę być w błędzie. W górskich warunkach Swanowie potrafią żyć po sto lat i wcale tego po nich nie widać. Zadrżałem, gdy zmierzył mnie surowym wzrokiem. A po chwili zaczął klaskać w dłonie. Chłopaki spojrzeli na mnie z bardzo wymowną miną. Szczwany lis – pomyśleli zapewne. A ja w pamięci wciąż miałem mocno zakrapianą imprezę z policjantami w Lentheki. Wówczas to jeden z oficerów wznosząc toast powiedział coś niezwykle istotnego: „dla Swanów pamięć o zmarłych jest święta! Wznosząc toasty za tych, co odeszli, okazuje się najwyższy szacunek (...) na Kaukazie honor jest wszystkim, a człowiek bez honoru jest nikim”. Czy dobrym toastem można zjednać sobie Swanów? Można, ale i bez tego Gruzini uwielbiają Polaków – chociażby za Kaczyńskiego i za „Czterech pancernych i psa”.

Byłem tamadą, a jest to funkcja niezwykle trudna. Tamada odpowiada za stół do samego końca. To taki odpowiednik naszego wodzireja, z tą różnicą, że nie wznosi on głupkowatych toastów – "siup w ten głupi dziub, twoje zdrowie, bo mojego szkoda" –  i nie każdy może być Tamadą. Swanowie szanują starszych ludzi. „Jeżeli do pokoju wchodzi człowiek starszy wiekiem od obecnych, wszyscy wstają”, a gdy cieszy się szczególną estymą i potrafi przemawiać, staje się tamadą. Zadaniem tego człowieka jest dbanie o porządek podczas biesiady, udzielanie głosu i pilnowanie obowiązujących reguł. To on wyznacza moment, w którym chwyta się za kielich, to on wygłasza oratorskie przemowy. Dobry toast musi trwać –  minutę, dwie, trzy, dziesięć, a bywały i dłuższe. Co ciekawe, gruziński toast rozwijał się przez 8 tysięcy lat – bo tyle liczy gruzińska tradycja winiarska – i jest sztuką w pełnym tego słowa znaczeniu. Może on być „przypowieścią, opowieścią, bajką, wspomnieniem, poezją, anegdotą – od pomysłowości i fantazji mówiącego zależy, czy toast porwie za serce, rozbawi, skłoni do refleksji”.

Toast wzniesiony przez tamadę pozostaje głównym tematem rozmów, i trwa tak długo, dopóki nie zostanie wzniesiony następny. Prawo do zmiany toastu ma wyłącznie tamada, chyba że on sam wskaże do tego inną osobę. A w Gruzji pije się za wiele rzeczy: za okazję, która zgromadziła wszystkich ludzi przy stole, za przyjaźń polsko-gruzińską, za rodzinę, dom, przodków, za rodzeństwo, za pamięć o zmarłych, za beznadziejną nadzieję, za ślepą i szaloną miłość, za ojczyznę, za spokojną starość, a „kiedy cudzoziemiec wypowie któryś z tradycyjnych toastów, szybko zjednuje sobie gruzińskich przyjaciół”.

Zastanawiacie się zapewne jak to się stało, że zostałem tamadą, skoro nigdy nie byłem krasomówcą, a przy stole siedział leciwy Swan? Wszystko zaczęło się od prozaicznego pytania.
- Kto z was jest najstarszy?
- Ja - odpowiedziałem. Leciwy Swan przyjrzał mi się uważnie, skinął głową i rzekł: Jesteś najstarszy wśród swoich, zatem to ty będziesz tamadą przy naszym stole.

Przez krótką chwilę czułem się tak, jakby ktoś walnął mnie czymś ciężkim po plecach. Byłem świadom, że rola tamady przy swaneckim stole  jest wyróżnieniem. Wielkim wyróżnieniem! Po chwili wahania wstałem i wzniosłem wysoko szklankę. Chociaż byłem tylko cudzoziemcem i wiele można było mi wybaczyć, nie chciałem zawieść – chłopaków, siebie i tych gościnnych ludzi. Na przyjaźń i szacunek Gruzina trzeba sobie zasłużyć!

- Za tych, szto pagibli – powiedziałem, po czym demonstracyjnie wylałem odrobinę bimbru na klepisko. Gdy oddałem cześć ich zmarłym, zapadła cisza. Milczenie. Brak ruchu. A po kilku sekundach zawieszenia wszyscy wstali i zaczęli bić brawa. Tradycyjny toast za zmarłych okazał się strzałem w dziesiątkę. Wiedziałem, że swanowie ponad wszystko szanują pamięć o swoich poległych towarzyszach, i skrzętnie to wykorzystałem.

Przez kolejnych kilka godzin toasty sypały się jak z rękawa. U podnóża Laili Lekheli (4008 m) piliśmy za miłość, królową uczuć; za drzewo, z którego powstanie nasza trumna – oby rosło jak najdłużej; za winogrona, z których przyrządzono nasze wino – oby zawsze były słodkie i soczyste. Piliśmy dużo i długo, i chociaż alkohol był naprawdę mocny, nikt z nas nie padł pod stół.

Sakartvelos Gaumardżos. Niech żyje Gruzja!
--------

*licwri – w języku gruzińskim oznacza krwawą zemstę, akt wendety nakazujący zadośćuczynić winowajcy. Krwawa zemsta dziedziczona była z pokolenia na pokolenie i nie ulegała przedawnieniu.

Climbe

Climbe Projektowanie Graficzne Piotr Picheta
ul. Bolesława Chrobrego 20/7
32-020 Wieliczka
NIP 678-268-64-62
REGON 364133207

http://www.sklep-climbe.pl

http://www.kkowalska.com

Społeczność

  • facebook
  • google plus
  • pinterest
  • instagram
  • rss